poniedziałek, 4 kwietnia 2016

"#me" Joanna Fabicka - recenzja

Tytuł: "#me"

Autor: Joanna Fabicka

Gatunek: literatura młodzieżowa
Liczba stron: 320

"Zawsze jest jakieś jutro..."

Muszę przyznać, że okładka mnie nie zachęciła. Umieszczona na niej dziewczyna jest "komputerowa", z dziwnie wykręconą szyją... Ale postanowiłam nie oceniać książki po okładce i rozpoczęłam lekturę. Czy było warto?

Bohaterką powieści jest piętnastoletnia Sara. Jej obraz siebie bynajmniej nie jest pozytywny. Za gruba, zbyt beznadziejna, żeby ktoś ją polubił i za brzydka, żeby się spodobać jakiemuś chłopakowi. Kompleksów całe mnóstwo jak na jedną osobę, a do tego matka dorzuca swoje trzy grosze przy każdej nadarzającej się okazji... Dziewczyna nie ma lekko w elitarnym liceum pełnym snobistycznej, bogatej młodzieży. W jej domu brak wsparcia, bo matka, niestabilna emocjonalnie dziennikarka, trochę za często zagląda do butelki i co rusz krytykuje córkę. Mieszkają we dwie, a każde pytanie o nieobecnego w życiu Sary ojca kończy się awanturą. Matka spędza czas na nieustających imprezach, przez co nastolatka jest zdana na samą siebie, a w lodówce najczęściej znajduje tylko światło... Niejednokrotnie bohaterki zamieniają się rolami. To Sara ratuje matkę z opresji, szuka w barach, błaga żeby nie piła, próbuje normalnie żyć, marzy o zwyczajnym, domu z ciepłym obiadem i prawdziwą rodziną, która wesprze w trudnych chwilach. Tymczasem jej rzeczywistość jest zupełnie inna... Ponieważ pieniędzy brakuje nawet na zwykłe tenisówki, Sara od początku roku szkolnego nie ćwiczy na w-fie. Przez rówieśników ze szkoły postrzegana jest jako freak, outsiderka w powyciąganych ciuchach i ciężkich martensach. Wszystko jest nie tak, jak być powinno, a to, że Sara jakoś sobie mimo wszystko radzi w tej sytuacji świadczy o jej wyjątkowej dojrzałości. Jednak, ileż można???
W życiu dziewczyny, która nie wierzy już w żadną pozytywną zmianę, pojawia się jednak kilka przełomowych sytuacji. Pewnego dnia poznaje Stefana i jego psa, Żula. Nie mija wiele czasu, a w jej życiu znajduje miejsce przystojniak o dość niecodziennym imieniu, Nicolas, pseudo Józek. Obserwujemy proces zakochania, ale nie jest to zwykła cukierkowa love story prosto z bajki o Kopciuszku. Joanna Fabicka opowiedziała nam historię tego związku w wyjątkowo ciepły i zabawny sposób, choć nie jest to opowieść wolna od smutnych emocji. 
W życiu dziewczyny zaczyna się sporo dziać, kiedy na jedną z lekcji przychodzi do jej klasy pewien gość. Zdziwienie Sary jest ogromne, bo okazuje się, że to Stefan z niecodzienną prośbą o wolontariacką pomoc w świetlicy środowiskowej dla dzieciaków, które nie mają się gdzie podziać. Robi się jeszcze ciekawiej, kiedy Sara, niezadowolona, bo Stefek wskazał ją do tego zadania, zastaje w świetlicy... Józka. On zgłosił się na ochotnika. 
Co jeszcze się wydarzy? Nie mogę opowiedzieć wszystkiego, ale w telegraficznym skrócie: ktoś zginie, ktoś ucieknie z miejsca wypadku, ktoś poszukiwany znajdzie się na cmentarzu... Zaintrygowałam? Mam nadzieję, że bardzo.
Uprzedzam, że nie jest to łatwa historia. Momentami nawet nie jest przyjemna, ale czyta się ją świetnie. Wciąga, porusza różne pokłady emocji i zmusza do myślenia. Mogę spokojnie powiedzieć, że od pierwszej strony żyłam życiem Sary. Jeśli lubisz lektury, które w jednej chwili mogą zawładnąć Twoim czasem - polecam.

sobota, 27 lutego 2016

"Kaktusy z Zielonej ulicy" Wiktor Zawada - recenzja

Tytuł: "Kaktusy z Zielonej ulicy"
Autor: Wiktor Zawada
Gatunek: literatura młodzieżowa, historia, II wojna światowa
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moje pierwsze skojarzenie po obejrzeniu okładki "Kaktusów..." powędrowało w stronę serii książeczek o przygodach Mikołajka i jego kolegów. Szybkie zerknięcie do środka sprawiło, że uznałam tę książkę za typowo dziecięcą i nie byłam pewna czy ją przeczytam. Jednak ciekawość zwyciężyła, sięgnęłam po nią i nie żałuję. Przede wszystkim, z Mikołajkiem ma niewiele wspólnego, żeby nie powiedzieć, że właściwie nic poza prawie kwadratową okładką. Co do wieku czytelników, dla których jest przeznaczona, można polemizować czy tylko dla dzieci i młodzieży czy również dla starszych. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy i muszę przyznać, że nie mogłam wprost oderwać się od przygód małych bohaterów, mieszkańców Zamościa, którym przyszło przeżywać dzieciństwo podczas II wojny światowej. Autor opowiada o rozterkach młodszych i starszych prostym, zrozumiałym dla każdego językiem, a dialogi są dynamiczne i pełne emocji. W kolejnych, dość długich, rozdziałach śledzimy losy Dzidka Centa, grubego Byśka, rodzeństwa, Milki i Szybkiego Jędrka, a także starszego od nich trochę Jaśka. Wszyscy mieszkają przy ulicy Zielonej w Zamościu. Dzieciaki bawią się w Indian, wykorzystując ostatnie dni wakacji i nie mając pojęcia o tym, co ich czeka. Na kartach powieści obserwujemy proces ich dojrzewania, ale nie tego biologicznego, lecz mentalnego, patriotycznego. Z dzieci stają się "wojskiem", którym dowodzi imponujący im w wielu sytuacjach Jasiek. Niektóre ich wyczyny, mające na celu utarcie nosa hitlerowcom, są bardzo niebezpieczne, ale na szczęście mają kochających rodziców, którzy tłumaczą im, dlaczego nie wolno narażać życia swojego i innych, no i jak najlepiej pomagać Ojczyźnie i rodakom w tych trudnych dla wszystkich chwilach. Bez niepotrzebnego patosu Wiktor Zawada opowiedział nam o Kaktusach z Zielonej ulicy i cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę historię. Polecam ją każdemu, kto interesuje się wydarzeniami z czasów II wojny światowej, a przede wszystkim rodzicom, których dzieci zadają pytania o ten okres naszych dziejów - do wspólnej, mądrej lektury.

wtorek, 24 listopada 2015

"Dopóki nie zgasną gwiazdy" Piotr Patykiewicz - recenzja

Tytuł: "Dopóki nie zgasną gwiazdy"

Autor: Piotr Patykiewicz

Gatunek: science-fiction, powieść przygodowa, postapokalipsa
Liczba stron: 395
Wydawnictwo: Sine Qua Non


Niepokojąca... Tak, to jest chyba właściwe słowo, którym mogłabym opisać tę książkę. Wybrałam ją do recenzji właściwie w wyniku pewnej pomyłki. Z pospiesznie przeczytanego blurba zrozumiałam bowiem, że to będzie zupełnie inna historia... Jednak nie krzywduję sobie. Lektura okazała się niezwykle wciągająca i zupełnie dla mnie nowa.
Głównym bohaterem powieści jest Kacper, którego poznajemy w przededniu szesnastych urodzin. Chłopak mieszka z rodziną w osadzie wśród śniegu i lodu. Świat zmienił się całkowicie po Upadku cywilizacji. Została garstka ludzi, którzy każdego dnia walczą o przetrwanie. Są wśród nich złomiarze, mcharze, myśliwi... Wszyscy zajmują się czymś, dzięki czemu mogą utrzymać się przy życiu. Kilka dni ciężkiej drogi od tej niewielkiej osady również ktoś ocalał. To miejsce to Krzywy Wierch, gdzie pozostały ślady cywilizacji sprzed Upadku. Drogę tę pokonują jedynie Gońcy, jednak często nie wracają z wędrówki... 
Kacper ma starszego brata, Stacha, który wciąż mu dokucza i chłopak ma wrażenie, że wyśmiewa się z niego przy każdej okazji. Nastolatek nie może doczekać się chwili, kiedy będzie mógł wyruszyć na swoją pierwszą dorosłą wyprawę, podczas której będzie musiał upolować szczura. Im dorodniejszy okaz, tym większa chwała na niego spłynie po powrocie do domu. Nie wszystko jednak idzie po jego myśli. Udaje mu się wprawdzie dopaść naprawdę ogromne zwierzę, ale jest ono ranne, więc nie do końca pełnowartościowe w oczach mieszkańców wioski... W dodatku rana nie przeszkodziła wielkiej szczurzycy go zaatakować. Kiedy Kacper ją pokonał, okazało się, że to matka, która tak zajadle broniła swoich małych. Opisy są bardzo realistyczne, chwilami nawet dość odpychające, ale jednak coś takiego jest w tej historii, że z każdą chwilą bardziej chce się czytać dalej. Wchodzimy w wierzenia, tradycje, relacje, hierarchie wartości i emocje bohaterów, których autor przedstawił bardzo dokładnie. Częste opisy pozwalają nam sobie wyobrazić ten niesamowity świat i jego mieszkańców. Podczas lektury przeżywamy niespełnienie Stacha-Sygnalisty, niepewność i lęk Kacpra-Gońca czy obłąkanie Bibliotekarza Łukasza tak, jakbyśmy czynnie uczestniczyli w ich życiu. 
Polecam wszystkim, którzy lubią książki zaskakujące i tajemnicze.

sobota, 14 listopada 2015

"Bjera" Asa Larsson & Ingela Korsell - recenzja

Tytuł: "Bjera"

Autor: Asa Larsson & Ingela Korsell
Gatunek: fantastyka, urban fantasy
Liczba stron: 207
Wydawnictwo: Media Rodzina
seria: PAX, tom 4


Czym jest tytułowa bjera? To mały złodziejaszek, stworzony przez czarownicę, by kradł dla niej drobne przedmioty. Co to stworzenie ma wspólnego z kolejnym tomem serii PAX i jego bohaterami? Bardzo wiele... 
W czwartym tomie Alrik i Vigo znowu wpadają w tarapaty. W miasteczku, w którym mieszkają, zaczynają znikać przedmioty. Ktoś okradł kolegów chłopców podczas Dnia Sportu, ktoś skradł pieniądze należące do przyjaciela Andersa, opiekuna braci. Sprawa wygląda o tyle fatalnie, że przy wszystkich kradzieżach był Alrik... Nikt nie słucha chłopca, gdy ten rozpaczliwie tłumaczy, że nie miał nic wspólnego z tymi kradzieżami. Znienawidzony nauczyciel techniki zwołuje zebranie, na które zaprasza rodziców uczniów i władze szkoły. Na miejscu okazuje się, że choć celem spotkania miała być dyskusja o tym, jak sprawić, by do mieszkańców wróciło poczucie bezpieczeństwa, prowadzący zaczyna atakować Alrika. Atmosfera robi się bardzo nieprzyjemna. Do tego jeszcze Viggo daje się ponieść fantazji i, pragnąc zaimponować kolegom, kradnie Hej-Henry'emu szklane oko... Wszystko idzie nie tak, jak powinno. Chociaż... w całym tym zamieszaniu Alrik poznaje dziewczynę, Iris. Kiedy wydaje mu się, że wreszcie spotkało go coś miłego, okazuje się, że Iris nie do końca jest tym, na kogo wygląda. Czy chce zrobić krzywdę chłopcom? Czy magiczna biblioteka znów znajdzie się w niebezpieczeństwie? Kto stworzył bjerę? Jak chłopcy poradzą sobie w nowej sytuacji? 
Chociaż fabuła jest trochę przewidywalna, są też wydarzenia, które zaskakują czytelnika. Akcja jest wartka i nie pozwala się nudzić. Treść dopełniają fantastyczne ilustracje. Musicie koniecznie przeczytać kolejny tom serii PAX. Ja już nie mogę doczekać się następnego!

czwartek, 12 listopada 2015

"Myling" Asa Larsson & Ingela Korsell - recenzja

Tytuł: "Myling"

Autor: Asa Larsson & Ingela Korsell

Gatunek: fantastyka, urban fantasy
Liczba stron: 198
Wydawnictwo: Media Rodzina
seria: PAX, tom 3

Kolejny tom z serii PAX i kolejny tajemniczy tytuł - "Myling". Dwie pierwsze części noszą tytuły "Pal przekleństwa" i "Grim". Nie mogłam doczekać się następnej części serii, ponieważ każda kończy się w bardzo elektryzującym momencie, zostawiając czytelnika z wielkim znakiem zapytania. Tym razem było podobnie. Jednak zanim napiszę kilka słów o trzecim tomie, muszę wyjaśnić, o czym opowiada cała seria.
Głównymi bohaterami są dwaj bracia, jedenastoletni Alrik i dziewięcioletni Viggo. Chłopcy mieszkają w rodzinie zastępczej, ponieważ ich matka z powodu problemu alkoholowego nie była w stanie się nimi zajmować. Początkowo miało być zupełnie inaczej, bo matka miała po trzymiesięcznej kuracji odwykowej wrócić do domu. Jednak okazało się, że walka z nałogiem ją przerosła i chłopcy wylądowali w kolejnej rodzinie zastępczej, tym razem u Layli i Andersa, w niewielkim miasteczku Mariefred, w Szwecji. Tu znaleźli dom i akceptację, pomimo niezbyt dobrej opinii, która za nimi przywędrowała. Nie każdy bowiem chciałby przygarnąć dzieci z etykietką złodziei... W nowej szkole trafili na wyjątkowo nieprzyjemną grupę chłopców, wśród których prym wiódł Simon, syn jednego z nauczycieli. Jego ciągłe prowokacje i głupie komentarze pod adresem chłopców najczęściej kończyły się bójkami, a co za tym idzie również nieprzyjemnymi konsekwencjami, które, rzecz jasna, obejmowały wyłącznie Alrika i Vigga... Podczas jednego z niezbyt szczęśliwych wydarzeń chłopcy poznają starsze rodzeństwo, Estrid i Magnara, którzy nie do końca są zwykłymi mieszkańcami miasteczka. Jako karę za złe zachowanie bracia mają pracować w ich ogrodzie. Wszystko jednak nabiera zupełnie innego wymiaru, kiedy okazuje się, że Estrid i Magnar tak naprawdę są strażnikami magicznej biblioteki, ukrytej w podziemiach ich domu. Co ciekawsze, Alrik i Viggo również mogą pomóc im walczyć ze złem, ponieważ mają do tego predyspozycje. I tutaj rozpoczynają się ich niezwykłe i pełne niebezpieczeństw przygody, które czytelnik będzie mógł poznać zagłębiając się w lekturę aż dziesięciu tomów, które ma obejmować seria. 
W trzecim tomie przed chłopcami bardzo trudne zadanie. Okazuje się, że zbliżające się halloween dla jednych będzie zabawą w przebieranie się i straszenie, a dla innych śmiertelnym wręcz niebezpieczeństwem. Jedna z uczennic szkoły, Tove, do której chodzą bracia, urządza imprezę halloweenową w swoim domu, na którą zaprosiła starszych kolegów i koleżanki. Zaś jej młodszy brat, Loke, bierze udział w dyskotece halloweenowej organizowanej przez szkołę. Wszyscy świetnie się bawią do momentu, kiedy wśród przebranych dzieci pojawia się nagle dziwna, rozczochrana i posiniaczona dziewczynka w staromodnej sukience. W ręce trzyma stare nożyce i wyraźnie kogoś szuka... 
Kim jest tytułowy myling? Jak chłopcy obronią siebie i rodzeństwo Ludvigssonów? Co wymyśli Simon i jego koleżkowie? Musicie sami się dowiedzieć, czytając serię PAX. Polecam ją wszystkim, którzy lubią wciągające historie z odrobiną magii. Świetnym dopełnieniem tekstu są fantastyczne ilustracja Henrika Jonssona.