sobota, 30 marca 2013

"Dziennik Helgi" Helga Weissova - recenzja

"Dziennik Helgi" to świeżynka wśród książek określanych jako tzw. literatura obozowa, wydana w 2013 roku. Jest to historia nastolatki - Żydówki, której przyszło zmierzyć się z okrucieństwem wojny. Ktoś mógłby stwierdzić, że to kolejna książka tego typu, że wydawnictwo zarabia  na tym, że ktoś znów postanowił zarobić na zawierusze wojennej. Może tak, może nie. Mnie ta tematyka interesuje. Czytam wiele książek na temat Holokaustu, obozów pracy, obozów koncentracyjnych, obozów zagłady i gett. Uważam, że nie wolno zapomnieć o tym, co przeżyli nasi przodkowie, a także o tych, którym się nie udało dotrwać do końca wojny. Pamięć o nich i wydarzeniach związanych z eksterminacją ludności powinna uświadomić rządzącym, że to nie jest właściwa droga do przyszłości. Trudno jednak stwierdzić, czy mają oni czas na wyciąganie wniosków w drodze do "koryta"...
Autobiograficzną opowieść Helgi przeczytałam w kilka godzin.  Choć książka na prawie 250 stron, to jest wydrukowana dość dużą czcionką, więc czyta się ją błyskawicznie. Helga zaczęła pisać swój pamiętnik w 1938 roku, kiedy miała osiem lat. Język dziennika jest więc typowo dziecięcy, ale to wcale nie przeszkadza w czytaniu, wręcz przeciwnie, jest on chyba dzięki temu bardziej wzruszający. Dziewczynka mieszka z rodzicami w Pradze. Opisuje ona zmiany, które zachodzą w jej życiu. Tata traci pracę, ona nie może już chodzić do publicznej szkoły, nie może przyjaźnić się z dawnymi koleżankami. Wciąż pojawiają się nowe rozporządzenia, nowe zasady zabraniające Żydom prawie wszystkiego. Ostatecznie Helga z rodzicami trafia do obozu w Terezinie, gdzie starają się żyć normalnie, na ile to możliwe w nowej dla nich sytuacji. Po trzech latach zaczynają się wywózki z Terezina. Cel: Auschwitz... Helga przeczuwając, że na miejscu naziści wszystko jej odbiorą, zostawia dwój dziennik wujowi, który zamurowuje go w ścianie. Po wojnie mężczyzna wróci w to miejsce, by wyciągnąć pamiętnik i oddać go Heldze. Dziewczyna zaraz po wojnie, już w Pradze, dopisze resztę wspomnień. Opowie o tym, co spotkało ją w Auschwitz, a także jak przeżyła ostatnie dni wojny.

Szkolne zeszyty, a później luźne kartki zapisane ołówkiem i rysunki, to świadectwo dziecka, które musiało zmierzyć się ze straszną rzeczywistością wojenną i przeżyło. 

"Maluj, co widzisz" - rada ojca Helgi sprawiła, że mamy przed sobą historię opowiedzianą słowami i obrazami. Zachęcam do przeczytania, jeśli ktoś interesuje się tym wycinkiem historii.      

"Spirala" Tom Egeland - recenzja

Z okładki "Spirali" krzyczy marketingowe hasło: "Norweski Kod Leonarda da Vinci". "Kodu" nie czytałam, jeszcze ;-), więc mnie to hasło nie przyciągnęło, ani nie odepchnęło. Zaciekawił mnie raczej krótki opis fabuły, który można przeczytać z tyłu okładki. Wykopaliska, archeolodzy poszukujący tajemnic, znalezisko mogące odmienić bieg historii i oczywiście pościg za człowiekiem, który owo znalezisko próbuje... uratować? 
Głównym bohaterem powieści jest Bjorn Belto, archeolog o niecodziennym wyglądzie. Bjorn jest albinosem, więc trudno go nie zauważyć w tłumie. Jego zadanie podczas wykopalisk prowadzonych w rejonie Ostfold w Norwegii polegało na pilnowaniu porządku. Innymi słowy czuwał nad tym, by wszystko odbywało się zgodnie z prawem. Akcja nabiera tempa, kiedy "kopacze" znajdują w ziemi tajemniczą szkatułkę. Zostaje ona wydobyta przez jednego z profesorów szybko,  z pogwałceniem wszelkich zasad bezpieczeństwa, stosowanych zazwyczaj przez archeologów. Bjorn zostaje zlekceważony, a szkatułka zostaje zabrana przez profesora Llylewortha. Mężczyzna nie zostawia sprawy własnemu biegowi, ponieważ czuje się odpowiedzialny za wykopaliska i za tajemnicze znalezisko, dokonane w końcu na terenie Norwegii. Działa tym szybciej, że przypadkiem dowiaduje się, iż profesorowie chcą wywieźć znalezisko poza granice kraju. Bjorn nie zastanawia się długo - kradnie szkatułkę i ukrywa ją u sąsiada. Llyleworth jest wściekły. Żąda zwrotu szkatułki, przeszukuje mieszkanie Bjorna i ściga albinosa grożąc mu na różne sposoby. Mężczyzna zaczyna poszukiwać prawdy o znalezionej szkatułce, która okazuje się być złotym relikwiarzem...
Lubię thrillery opowiadające o wykopaliskach, podczas których coś cennego zostaje odnalezione, ukradzione, schowane, zabrane i trzeba znalezisko obronić przed złymi ludźmi. Jeszcze bardziej jednak lubię fragmenty opowiadające historię znaleziska, czym ono jest, gdzie jest umiejscowione w historii. Mimo że większość tego typu książek to fikcja literacka, czyta się je świetnie.
Polecam "Spiralę". Mimo kilku nudnawych fragmentów, gdzie akcja utyka, nie zniechęcajcie się. Warto ją przeczytać. 

środa, 27 marca 2013

W bibliotece się nie je


Julka, niezawodna aktywistka biblioteczna weszła rano do biblioteki. – Dzień dobry! – Zawołała od progu i wyciągnęła przed siebie ręce z tajemniczym pudełkiem. Szybko wyszło na jaw, co też stanowi jego zawartość. Irma już po chwili wąchała z lubością wspaniałe faworki. – Przyniosłam pani faworki. Mama upiekła je na moje urodziny. To nic, że nie lubię faworków. I tak upiekła, to przyniosłam. – Wyjaśniła Julka, szczerze do bólu, jak zwykle zresztą. – Ja tam lubię faworki. – powiedział Michał, do tej pory obserwujący w milczeniu całą scenę. – Ja też. – Odpowiedziała Irma z ustami pełnymi słodkości, po czym rzuciwszy czujne spojrzenie na znajdujących się w bibliotece uczniów, schowała ostentacyjnie pudełko pod biurko. – Nie podzieli się pani nawet jednym malutkim faworkiem? – zapytał Michał rozczarowany i zbulwersowany zachowaniem bibliotekarki. – W bibliotece się nie je Michałku. – odparła poważnie Irma ucinając temat. - A ja nowe obrazki z Internetu ściągnąłem, żeby pani mogła obejrzeć... Tak się nie robi...

Nagle drzwi się otworzyły i weszła Ada, najsłodsza ze wszystkich podopiecznych Irmy. – Dzień dobry pani Irmo. – Powiedziała grzecznie i stanęła obok Michała. Po dłuższej chwili zorientowała się, że panuje dziwna, jak na to miejsce, cisza. – No co?... – Zapytała niepewnie i rozejrzała się po twarzach zebranych. – A nic. Tylko pani Irma ma pod biurkiem pudełko faworków i nie chce się podzielić. – Odpowiedział Michał z mściwym błyskiem w oku. – Faworki!? Naprawdę!? – Oczy Ady osiągnęły wielkość pięciozłotówek. – Ja tak lubię faworki! Podzieli się pani? Prooooszę!... – Irma spojrzała morderczym wzrokiem na śmiejącego się w kułak Michała, rzuciła okiem na błagającą Adę i w jednej chwili wiedziała, jak odwrócić jej uwagę i jednocześnie pognębić chłopaka. – A on ma w plecaku „Skittlesy”… - Z uśmiechem rzuciła lekko i… już miała z głowy całe towarzystwo, bo Ada ze Śliwką skupiły się na Michale i jego plecaku („Daj Skittlesa! Daj Skittlesa! Daj Skittlesa!...”), a reszta bywalców biblioteki śmiała się do rozpuku, obserwując wysiłki Michała, aby uwolnić się od cukierkowych harpii. - Ma pani szlaban na obrazki do końca tygodnia! - Krzyknął chłopak przez ramię, zanim w popłochu wybiegł na korytarz, by tam uciekać przez resztę przerwy przed entuzjastkami wspomnianych słodyczy.
Tymczasem Irma spokojnie otworzyła pudełko faworków...

czwartek, 21 marca 2013

"Wpadka" Nick Hornby

Okładka książki sugeruje, że to coś młodzieżowego i faktycznie tak jest. Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem tej opowieści jest szesnastoletni Sam. Jego życie nie różni się wiele od życia kolegów. Jeździ na desce, spotyka się ze znajomymi, chodzi do szkoły. Pewnego dnia jego mama decyduje, że zabierze go na przyjęcie do koleżanki, aby mógł poznać jej córkę - Alicię. Dziewczyna bardzo mu się podoba, chociaż ona początkowo nie jest nim zainteresowana. Nie mija jednak wiele czasu, a nastolatka wyciąga do niego przyjazną dłoń i zaczynają się spotykać. Znajomość szybko nabiera rumieńców. Sam opowiada czytelnikowi o swoich uczuciach do Alicii, a później przechodzi do bardziej intymnych szczegółów ich wspólnego spędzania czasu. Rezultat ich spotkań jest taki, że Alicia orientuje się, że jest w ciąży. 
Sam początkowo reaguje strachem, ucieka z domu, ale wytrzymuje "na wolności" tylko jedną dobę. Wraca do swojego życia i próbuje stawić mu czoło. 
Ciekawa lektura, szczególnie jeśli chodzi o emocje nastolatka, który nagle dowiaduje się, że będzie tatą. Czyta się szybko, więc polecam na jakiś dłuższy wieczór :-)        

czwartek, 7 marca 2013

"Przymierze Genesis" Andy McDermott

"Przymierze Genesis" to ostatnia z serii przygodowej napisanej przez A. McDermotta. Dla zainteresowanych przeczytaniem jej polecam najpierw zgłębić treść wcześniejszych pozycji, bo w tej są odniesienia do nich. Ale w sumie nie jest to niezbędne, by zrozumieć fabułę.
Głównymi bohaterami są oczywiście Nina Wilde i Eddie Chase. Tym razem walczą oni z tytułowym Przymierzem Genesis. Jest to organizacja, która nie cofnie się przed morderstwem, kiedy w grę wchodzą największe odkrycia naukowe. Głównie jednak chodzi im o niszczenie odkryć, a nie o ich zachowywanie i ujawnianie społeczeństwu.
Tym razem Nina Wilde jest na tropie... rajskiego ogrodu - Edenu. Początkowo jednak znajdujemy ją, wraz z ekipą badawczą, u wybrzeży Indonezji, gdzie natrafia na tajemnicze podwodne ruiny. Oczywiście nie odpuszcza nawet, gdy ni stąd ni zowąd pojawiają się piraci, którzy najpierw mordują całą ekipę poszukiwawczą, by po tej napaści zniszczyć wszystko, co kryje woda. Nina, Eddie i ich nastoletni indonezyjski pomocnik cudem wymykają się mordercom. Nina wraca do domu, aby w MADL, gdzie jest dyrektorem, dowiedzieć się, że ktoś zniszczył wszystkie komputerowe dane o jej  ekspedycjach. Na każdym kroku musi się pilnować, bo ktoś znów chce ją zabić... Pytanie brzmi - dlaczego? Nina zostaje pozbawiona stanowiska i zawieszona z powodu wypadków w Indonezji i śmierci tylu osób. Jej status odkrywcy Atlantydy nie pomaga w wykaraskaniu się z tarapatów.  Tymczasem Chase tropi piratów, którym udało się odpłynąć po wykonaniu zadania, czyli wymordowaniu prawie całej załogi Niny. W końcu mężczyzna dopada szefa bandy... 
Po nitce do kłębka młoda badaczka orientuje się o jaki sekret chodzi tym razem. Kiedy dociera do niej, że być może stoi przed nią szansa odkrycia miejsca, gdzie znajduje się Eden, przestaje myśleć racjonalnie. Jest gotowa poświęcić wszystko, żeby dotrzeć do tego niezwykłego miejsca i przekonać się, czy ono naprawdę istnieje. Po drodze ją i Chase'a czeka wiele niebezpieczeństw, a tajne bractwo nie pozwoli im tak łatwo dokonać odkrycia, które może zmienić całą dotychczasową wiedzę na temat początków ludzkości. Bo co, jeśli okaże się, że ludzie nie byli pierwsi na Ziemi? Że istniała inna, o wiele lepiej wykształcona rasa, której domem był... Eden? Niezrównany duet wyląduje w śniegach Antarktydy oraz w piasku Sahary, a wszystko po to, by znaleźć odpowiedź na pytanie o historię początków ludzkości... Czy uda im się odnaleźć biblijny Eden? Czy Przymierze Genesis zdąży im przeszkodzić? Kto poniesie największe straty? 
Bardzo trudno oderwać się od tej lektury. Tych prawie 500 stron czyta się z zapartym tchem. Fantastyczne opisy pełne są wartkiej akcji. Po prostu nie sposób nie przeczytać tej książki!