środa, 9 października 2019

"Małe Licho i anioł z kamienia" Marta Kisiel - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]



Powrót do magicznego świata Bożydara Antoniego Jekiełłki był dla mnie ogromną przyjemnością. Z niecierpliwością czekałam na chwilę, w której będę mogła poznać dalsze losy realnych i fantastycznych bohaterów cyklu Małe Licho, stworzonych przez Martę Kisiel.

Wkrótce Święta Bożego Narodzenia. Mieszkańcy nawiedzonego domu Bożka (Swoją drogą, ciekawe, dlaczego ten drugi dom nie ma nazwy, jak Lichotka? A może coś przegapiłam?) angażują się w przygotowania, w których prym wiedzie tradycyjne pierniczenie. Niemieckie widma ściągają ze strychu ozdoby choinkowe, wujaszek Turu zadbał o imponującą choinkę, a zatem wszystko zmierza ku idealnym świątecznym dniom. Jednak Bożek ma pewien kłopot. Mianowicie, kolega w szkole uświadomił mu ze złośliwą satysfakcją, że skoro nie chodzi na religię, to nie może obchodzić świąt, śpiewać kolęd, ani uczestniczyć w wigilijnym spotkaniu ze swoją klasą. Kiedy chłopiec dzieli się swoim problemem z wujkiem Konradem, ten w przystępny sposób wyjaśnia mu, jak to jest z tymi świętami i chrześcijaństwem. I nie tylko ze świętami, bo w rozmowach Romańczuka z Bożkiem znajdziemy również wyjaśnienia dotyczące aniołów stróżów i tego, skąd te istoty się wywodzą... Nie wszystkim mieszkańcom wiedza ta przypadnie do gustu, oj nie wszystkim :-) W każdym razie problem został rozwiązany po mistrzowsku, sami się przekonacie podczas lektury.

Przygotowania, w które wszyscy włączyli się pełną parą, zaowocowały Wigilią z prawdziwego zdarzenia. Z życzeniami, dekoracjami, rodzinną atmosferą, smakowitymi potrawami i prezentami. Bożek nawet własnoręcznie przygotował prezent dla jednego z domowników, jednak obdarowany nieszczególnie się z niego ucieszył. Dlaczego? Nie zdradzę, ale ten wątek również bardzo mi się spodobał. Według mnie idealnie nadawałby się na zajęcia biblioterapeutyczne. Zresztą nie tylko ten jeden można wykorzystać w takim celu.

Z pewnością pamiętacie z pierwszego tomu, że Bożek dopiero wchodzi w świat swoich rówieśników, zatem całkiem niedawno zyskał prawdziwego przyjaciela, Tomka. I udało mu się namówić mamę, aby pozwoliła zaprosić kolegę do domu. Wszyscy świetnie się bawili, były różne smakołyki, szalone gry i zabawy, a na finał – ospa wietrzna, którą przyniosła do domu siostra Tomka. Rozłożyło się Licho, zaospował się Krakers, a na dokładkę wujek Konrad dostał półpaśca. W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak wyekspediować Bożka, Gucia i Tsadkiela, których choroba jeszcze nie dopadła, do nieznanej im cioci. Co wyniknie z tej wizyty? O jaką ciocię chodzi? Kto i przez kogo wpadnie w poważne tarapaty? Doprawdy, jeszcze się nie domyślacie? Nie pozostaje Wam zatem nic innego, jak zamówić i przeczytać! Jak najszybciej, alleluja!   

Akcja powieści jest dość dynamiczna, a w finale zdecydowanie przyspiesza. Kolejne wydarzenia przede wszystkim bawią, ale także dają do myślenia. W pomieszaniu z poplątaniem, wśród magicznych stworzeń, Bożek rozwiązuje pojawiające się problemy różnej maści i rzuca się w wir walki, aby pomóc jednemu z bohaterów, który znalazł się w niebezpieczeństwie. Gwarantuję, że będzie się działo. Drugi tom podobał mi się chyba nawet bardziej niż pierwszy. Piękna okładka, w moim ulubionym kolorze, zdecydowanie wprowadza w klimat.

Rzecz jasna, jest i minus tej opowieści. I to potężny. Za szybko mi się skończyła…

Polecam ten cykl (i inne powieści Ałtorki) każdemu, niezależnie od wieku.


Tytuł: „Małe Licho i anioł z kamienia”
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: literatura dla dzieci
Liczba stron: 304
Cykl: Małe Licho, tom 2
Wydawnictwo: Wilga

Moja ocena: 6/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Wilga


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za odwiedziny, zapraszam częściej i pozdrawiam :-)