wtorek, 25 listopada 2025

"Trampki Vincenta, czyli jak się nie nudzić w muzeum" Michał Rusinek, Monika Szomko - recenzja


Tytuł: "Trampki Vincenta, czyli jak się nie nudzić w muzeum"
Autor: Michał Rusinek, Monika Szomko
Gatunek: literatura dla dzieci
Liczba stron: 64
Wydawnictwo: Zygzaki

Moja ocena: 6/6

"Trampki Vincenta, czyli jak się nie nudzić w muzeum" przyciąga oko piękną okładką i fascynuje treścią. Wiele osób odrzuca publikacje związane ze sztuką, uważając je za nudne, tymczasem książka autorstwa Michała Rusinka i Moniki Szomko to bardzo interesująca propozycja zarówno dla pasjonatów sztuki, jak i dla osób, które dopiero chcą zgłębić ten temat. Oferuje zupełnie inny styl czytania, bardziej aktywny i dynamiczny.

Na młodego czytelnika czekają tutaj piękne obrazy Vincenta van Gogha, niezbyt długie, ale treściwe opowieści o malarzu oraz zabawne wierszyki, uzupełniające treść. Bardzo ciekawym dodatkiem są zadania, których celem jest rozwijanie wyobraźni. Wszystkie znajdują się na końcu książki, a odsyłacze do nich pojawiają się w treści publikacji.

Narracja w całej książce przypomina opowieść przewodnika, który oprowadza nas po muzeum. Zdradza ciekawe fakty z życia artysty, prezentuje obrazy i zadaje pomocnicze pytania, które pozwalają zastanowić się nad przekazem malowideł, a nawet przeanalizować niektóre decyzje Vincenta i poznać jego spojrzenie na świat.

Jeśli sięgniecie po tę publikację, Vincent van Gogh na pewno stanie Wam się bliższy. Da się poznać jako człowiek, który całe życie pracował nad swoim warsztatem, a nie tylko malarz znany z kart podręczników.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zygzaki


* recenzja opublikowana również na blogu "Za półką z książkami..."

środa, 19 listopada 2025

"Nieznajomi" Izabela Janiszewska - recenzja


Tytuł: "Nieznajomi"
Autor: Izabela Janiszewska
Gatunek: thriller
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Moja ocena: 6/6

"Nieznajomi" to thriller z umiejętnie poprowadzoną akcją i nieźle pokręconymi wątkami, których dynamika sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Mam za sobą dwie inne powieści tej autorki, więc i po tę książkę sięgnęłam z zaciekawieniem. Nie żałuję poświęconego jej czasu. 

Do opuszczonego domu znajdującego się niedaleko posiadłości Grety Dębskiej wprowadza się starsze małżeństwo. Dębska od początku ma wrażenie, że nowi sąsiedzi coś ukrywają i zaczyna im się bacznie przyglądać. Szybko okazuje się, że na poddaszu ich domu ktoś mieszka. Greta uznaje, że musi to być ktoś przetrzymywany wbrew woli, bo kto chciałby mieszkać na strychu? I czemu tak strasznie krzyczy? Kobieta zaczyna prywatne śledztwo, które doprowadza ją do ciekawych wniosków...

Greta, jako rozwódka i matka nastoletniego Oskara, powoli łapie równowagę. Na szczęście ma wokół siebie ludzi, którzy ją wspierają. Atmosfera zaczyna się warzyć, kiedy kobieta dostrzega, że niektóre osoby z jej otoczenia są inne, niż do tej pory sądziła. To tym bardziej motywuje ją do działania. Niestrudzenie szuka odpowiedzi na kolejne pytania i rozwiązuje tajemnice, które wychodzą na jaw.

Poruszony przez autorkę temat jest szokujący i może wywoływać lęk przed tym, że właściwie nigdzie nie można czuć się bezpiecznym. Szczególnie kobiety są narażone na sytuacje, które opisuje Izabela Janiszewska. Poza tym ta lektura uświadamia nam, że takie rzeczy naprawdę się dzieją, a świat jest pełen myśliwych i drapieżców, dla których kobiety to jedynie trofea.

Przeczytajcie koniecznie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona


niedziela, 16 listopada 2025

"Rzeka lodu" Ariel Lawhon - recenzja


Tytuł: "Rzeka lodu"
Autor: Ariel Lawhon
Gatunek: powieść historyczna
Liczba stron: 472
Wydawnictwo: Poznańskie

Moja ocena: 6/6

"Rzeka lodu" Ariel Lawhon to fabularyzowana opowieść o akuszerce i uzdrowicielce, która w osiemnastym wieku w USA przyjęła setki porodów i przez lata walczyła o szacunek i bezpieczeństwo dla kobiet. Mimo wysiłku, który wkładała w swoją pracę, świat z czasem zapomniał o jej poświęceniu. Dzięki tej powieści możemy w pewnym stopniu poznać zarówno Marthę, jak i jej filozofię życiową.

Dosłownie chwilę przed tym, jak Martha Ballard została wezwana do tawerny, by zbadać ciało topielca wyłowionego z rzeki Kennebec w stanie Maine w USA, kobieta powitała na świecie kolejne dziecko. Radość z nowego życia została jednak zmącona przez czyjąś śmierć. Ofiarą okazuje się mężczyzna, który został zapamiętany przez mieszkańców z awantury na potańcówce. Ponieważ próbował zaprosić pewną dziewczynę do tańca wbrew jej woli, uczestnicy zabawy załatwili sprawę po męsku. Kiedy niedługo później jego ciało zostało wyłowione spod lodu na rzece, atmosfera robi się bardzo ciężka. Martha po oględzinach stwierdza, że mężczyzna został powieszony, a dopiero po tym wrzucony do wody. Jest jednak ktoś, kto uważa zgoła inaczej... Kto ma rację? Czy znaleziony pod lodem mężczyzna faktycznie najpierw został pozbawiony życia, a dopiero później wrzucony do wody? I kto pozbawił go życia? Martha zostaje sama ze swoimi podejrzeniami, a więc i śledztwo musi przeprowadzić sama.    

Chociaż akcja powieści nie jest zawrotna, to jednak fabuła trzyma w napięciu i wciąga. Wątek znalezionego w rzece ciała nie jest jedynym kryminalnym akcentem w tej historii. Do tego autorka zafundowała czytelnikom kilka wycieczek w przeszłość, dzięki którym mogą oni poznać lepiej Marthę. Trudno uwierzyć, że życie Amerykanki w osiemnastym wieku mogło być tak fascynujące. Podczas lektury czeka Was nie tylko śledztwo kryminalne, ale także wspaniały opis życia w niewielkim Hallowell, narodzin i śmierci, relacji międzyludzkich i konfliktów w tej hermetycznej społeczności.               

Ariel Lawhon wykorzystała materiał zawarty w dzienniku Marthy, aby opisać jej życie i obowiązki, którym oddawała się z pasją i poświęceniem. W czasie, kiedy żyła akuszerka, umiejętność czytania i pisania nie była popularna, szczególnie wśród kobiet. Martha posiadła ją dzięki mężowi, który nie tylko odkrył przed żoną tajniki alfabetu, ale także zaopatrywał ją w dzienniki, pióra i atrament, aby mogła dokumentować swoją pracę, a także wydarzenia z życia prywatnego. Pisała krótko, skrótami, które na szczęście udało się odszyfrować i zredagować na potrzeby publikacji. 

Autorka spędziła mnóstwo czasu nad dziennikiem Marthy Ballard, aby jak najpełniej opowiedzieć czytelnikom o jej życiu. Wprawdzie część z opisanych wydarzeń to fikcja literacka, jednak nie zmienia to faktu, że wszystkie zostały osnute na kanwie prawdziwych zdarzeń z życia akuszerki.   

Zdecydowanie polecam Wam tę lekturę!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu


wtorek, 11 listopada 2025

"Czarcie lustro" Magdalena Zimniak - recenzja


Tytuł: "Czarcie lustro"
Autor: Magdalena Zimniak
Gatunek: thriller psychologiczny
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Moja ocena: 5/6 

"Czarcie lustro" długo czekało na swoją kolej na moim czytelniczym stosie hańby, ale w końcu przyszedł jego czas i całe szczęście, bo to była naprawdę świetna historia. Totalne pomieszanie z poplątaniem w fabule sprawiło, że trudno było mi odłożyć książkę.

Fabuła podzielona jest na dwa wątki główne. Czternastoletnia Marta wraca do domu po sześciu latach więzienia jej przez Mistrza, a kilkadziesiąt kilometrów dalej z jednego z prestiżowych liceów znika nagle dyrektor, a osobą podejrzaną jest jedna z nauczycielek pracująca w tej szkole. Z niecierpliwością czekałam na moment, w którym pojawią się pierwsze powiązania między tymi wątkami. Byłam bardzo ciekawa, co pisarka wymyśliła swoim bohaterom.

Postaci stworzone przez autorkę są dopracowane i realistyczne. Dylematy Marty łapią momentami za serce. Dziewczyna miota się między znanym sobie tak dobrze życiem w zamknięciu z Mistrzem, strzępkami wspomnień z wczesnego dzieciństwa a obecną sytuacją po powrocie do domu rodzinnego. Nie jest jej łatwo zaakceptować to, co ją spotkało, szczególnie kiedy włącza jej się syndrom sztokholmski. Mimo problemów, stara się funkcjonować w nowej codzienności, z mamą i młodszą siostrą.      

Akcja nie jest tu bardzo dynamiczna, nie ma szalonych i nagłych zwrotów. Wydarzenia toczą się średnim tempem, jednak to wystarczyło, aby powstała bardzo duszna i niepokojąca atmosfera. Kolejne akcenty potrzebne do rozwoju akcji pojawiają się sukcesywnie i sprawiają, że obraz powoli się zapełnia. Kolejne elementy układanki wskakują na miejsca, a trybiki w głowie czytelnika kręcą się jak szalone. Moje śmigały z prędkością światła, a i tak dałam się wkręcić tu i ówdzie :D      

Minusem dla mnie było momentami niejasne rozgraniczenie czasu akcji. Potrzebowałam w kilku miejscach dobrej chwili, aby zorientować się, co i o czym konkretnie właśnie czytam. Jednak nie popsuło mi to przyjemności z lektury.

Polecam :)

niedziela, 9 listopada 2025

"Kapsuła" Wojciech Wójcik - recenzja


Tytuł: "Kapsuła"
Autor: Wojciech Wójcik
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 536
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Moja ocena: 6/6

Drugi raz miałam okazję przeczytać powieść autorstwa Wojciecha Wójcika i znów mogę ją polecić z czystym sumieniem każdemu, kto lubi dynamiczne zmiany i zagadki, w których teraźniejszość miesza się z przeszłością.

Justyna Wysocka, bibliotekarka pracująca w Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława Jagiełły w Legionowie, zostaje wyznaczona do przygotowania prezentacji pamiątek odnalezionych w zakopanej wiele lat temu na terenie placówki kapsule czasu. Okazją ma być jubileusz czterdziestolecia powstania szkoły. Sytuacja z uwagi na rangę uroczystości jest trochę napięta, ale nikt nie spodziewa się tego, że pieczołowicie przygotowywane spotkanie zakończy się wielkim skandalem.

Podczas publicznej prezentacji wśród pamiątkowych slajdów pojawia się zdjęcie nagiej kobiety, którego zdecydowanie nie powinno tam być. Drugi slajd, który również wydaje się być nie na miejscu, przedstawia dwóch chłopaków. Jeden z nich ma rozpięty rozporek, co rozbawia widzów. Dopiero po chwili okazuje się, że jest on niesamowicie podobny do pracownika ochrony, pana Mariusza Łagockiego. I w rzeczy samej jest to młodsza wersja mężczyzny. 

Podejrzenie o głupi żart pada na uczniów klasy IIIC, których Justyna poprosiła o pomoc przy przejrzeniu slajdów. Jeszcze tego samego dnia okazuje się, że tajemnicze slajdy to nic w obliczu pożaru, który wybucha w szkole. Justyna cudem unika śmierci w płomieniach, jednak inny nauczyciel nie ma tyle szczęścia. Jego zwęglone ciało zostaje znalezione w gabinecie, który zajmował. W tym samym czasie znika jedna z uczennic, Agnieszka Bauer, mieszkająca w szkolnej bursie. Dziewczyna była jedną z osób, które odpowiadały za przygotowanie wspomnianych slajdów. Kolega z klasy Agnieszki jako jedyny czuje się zaniepokojony jej zniknięciem i rozpoczyna własne śledztwo. Justyna natomiast rusza śladem Karola Nowaka, psychologa szkolnego, który zginął w płomieniach. Początkowo porusza się po omacku, szukając jakiegokolwiek punktu zaczepienia, jednak w końcu zaczyna łączyć pewne fakty, z których wyłania się powoli obraz sytuacji.

Kim była naga kobieta na slajdzie? Skąd dwa nietypowe slajdy znalazły się w kapsule sprzed czterdziestu lat? Jaką rolę odgrywa tu ochroniarz Mariusz? Do kogo należy popadający w ruinę dom, graniczący z terenem szkoły, w którego ogrodzie wykonano zdjęcie kobiety? Gdzie podziała się Agnieszka Bauer? Te i wiele innych pytań znajdują swoje rozwiązanie w finale tej historii. 

Intryga jest rewelacyjna, a książka praktycznie nieodkładalna. Chociaż kryminał ma ponad pięćset stron, zupełnie nie odczuwa się tego gabarytu podczas lektury. 

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


czwartek, 6 listopada 2025

"Rok Dawnych Tradycji" Natalia Noszczyńska, Sebastian Łuczywo - recenzja


Tytuł: "Rok Dawnych Tradycji"
Autorzy: Natalia Noszczyńska, Sebastian Łuczywo
Gatunek: literatura dziecięca, poradnik, slavic book
Liczba stron: 122 
Wydawnictwo: Black Dog Studio

Moja ocena: 6/6

"Rok Dawnych Tradycji" autorstwa Natalii Noszczyńskiej i Sebastiana Łuczywo to druga publikacja tych twórców związana ze słowiańskimi zwyczajami i wierzeniami. Tym razem duet autorów stworzył wspaniałe dzieło pełne instrukcji tworzenia ludowych ozdób i dekoracji związanych z kolejnymi miesiącami roku kalendarzowego.

Już w pierwszym rozdziale książki poznajemy dziesięcioletnią Jagnę i ośmioletniego Antka, rodzeństwo, które zyskuje nowego wyjątkowego przyjaciela. Dzieci uwielbiały spędzać czas w wiejskiej chacie babci i dziadka, gdzie czas płynął inaczej. Tym razem uczestniczyły w przygotowaniach do Świąt Bożego Narodzenia. Babcia z dziadkiem opowiadali niesamowicie ciekawe rzeczy, które zrobiły na dzieciach duże wrażenie. Największą niespodzianką jednak była mała istotka, która pojawiła się w ich życiu po opowiadanej przez babcię bajce - Splotek. Mały stworek powstał z kłębka włóczki i szybko okazało się, że jest kopalnią wiedzy o słowiańskich zwyczajach.

Czytelnicy mogą nie tylko czytać o przygodach dwójki dzieci, ale razem z nimi robić kolejne ozdoby, a przede wszystkim wykonać własnego Splotka. Dzięki nowemu przyjacielowi Jagna i Antek nie smucili się, kiedy przerwa świąteczna się skończyła i musieli wrócić z klimatycznej chaty dziadków do nowoczesnego miasta. Splotek natomiast bardzo zdziwił się, kiedy zobaczył mieszkanie dzieci i ich rodziców. Wydawało mu się zimne i nieprzyjazne. 

Stworek szybko temu zaradził, pokazując dzieciom, jak wykonać piękne tradycyjne dekoracje w kolejnych miesiącach roku. Opisywał dokładnie ludowe pająki, maszkarony, Marzannę i Gaik, a także pisanki i drapanki, czy wycinanki, ozdoby na choinkę i wianki, a nawet wieniec dożynkowy, a to wszystko powiązane ściśle ze świętami obchodzonymi w poszczególnych miesiącach. Cały rok dzieci wypełniony został więc słowiańskimi naukami Splotka.

Bardzo polecam Wam tę pozycję, zarówno dla Was, jak i na prezent. Teksty Pana Sebastiana są lekkie i dowcipne, a instrukcje szczegółowe, natomiast ilustracje Pani Natalii są urzekające i niezwykle dopracowane. A najlepiej sprawić sobie obie książki, czyli również "Słowiańskie koło roku", bo wspaniale się uzupełniają. 

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorom




sobota, 1 listopada 2025

"Rusałki, licha, kikimory i inne słowiańskie strachy w opowieściach" Marta Krajewska - recenzja


Tytuł: "Rusałki, licha, kikimory i inne słowiańskie strachy w opowieściach"
Autor: Marta Krajewska
Gatunek: opowiadania słowiańskie dla dzieci
Liczba stron: 240
Wydawnictwo: Kropka

Moja ocena: 6/6

Marta Krajewska tak bardzo umie w słowiańskie historie, że można brać jej książki w ciemno. Nie zastanawiałam się ani chwili, kiedy zobaczyłam nowość jej autorstwa pt.: "Rusałki, licha, kikimory i inne słowiańskie strachy w opowieściach". Książka przyszła absolutnie piękna, dopracowana, w twardej oprawie, szyta i z genialnymi ilustracjami. Po prostu palce lizać. A co z treścią? 

Miejscem akcji ośmiu opowiadań zawartych w książce jest pewna wieś. Bohaterowie, czyli jej mieszkańcy, prowadzą tradycyjne życie pełne ciężkiej pracy i trosk, ale również zabawy i radości. Jak to w życiu, wydarzenia dobre i złe przeplatają się, a autorka wspaniale oddaje atmosferę słowiańskiej osady sprzed lat, sposób myślenia ludzi i rozwiązywania problemów, relacje rodzinne czy przywiązanie do tradycji. 

Kolejne rozdziały odkrywają przed czytelnikiem wybrane słowiańskie stwory, które wchodzą z butami w życie mieszkańców wsi. Wiele przygód przeżywają młodsi bohaterowie, dzięki czemu opisane historie są dynamiczne i pełne dowcipnych dialogów.

Marta Krajewska swoimi opowieściami pokazała, jak bardzo demony słowiańskie wrosły w tamten świat, w codzienność ludzi i ich sposób myślenia. W jak wiele stworów Słowianie wierzyli i jak tłumaczyli nieznane sobie lub niezrozumiałe zjawiska. Spotkacie tu między innymi Licho, Kłobuka, Rusałkę, Kikimorę, Południcę, a przy okazji poznacie sporo wierzeń naszych przodków. 

Oprócz delektowania się tekstami, koniecznie zwróćcie uwagę na fantastyczne ilustracje autorstwa Alicji Filiacz. Robią naprawdę duże wrażenie i wspaniale dopełniają treść.

Polecam gorąco, jak wszystkie pozostałe książki Marty Krajewskiej.   


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwo Kropka