Moja ocena: 5/6
"Dom smutku" to debiutancka powieść Tomasza J. Nowaka. Okładka sugeruje mroczne klimaty i tak jest faktycznie, ponieważ gatunkowo książka ta oscyluje w okolicach horroru i powieści grozy. Czy autorowi udało się stworzyć historię przerażającą i trzymającą w napięciu?
Bernard Rosiak pasjonuje się urbexem, czyli w skrócie eksploruje opuszczone budynki, co nie zawsze jest bezpiecznym zajęciem. Podczas wyjazdów towarzyszy mu koleżanka, Weronika. Z nakręconych materiałów Ben tworzy filmy, które publikuje na kanale YT. Kiedy pewnego dnia otrzymuje wiadomość od widzki o sierocińcu na Podlasiu, decyduje się zwiedzić to miejsce, licząc na rewelacyjny film.
Z informacji od tajemniczej dziewczyny wynika, że miejsce to, zwane przez okolicznych mieszkańców Domem Smutku, pełne jest mrocznych tajemnic. Bernard zaczyna szukać dostępnych w internecie artykułów o budynku, a to, co znajduje, sprawia, że szybko wkręca się w temat i postanawia obejrzeć wraz z Weroniką opuszczony sierociniec. Chociaż przyjaciel Bena, Sławek, nie może z nimi jechać, pożycza urbexerom sprzęt do poszukiwania zjawisk paranormalnych.
Na Podlasiu wszystko toczy się tak jak zwykle podczas tego typu wypraw do momentu, kiedy Ben i Wera podczas zwiedzania rozdzielają się, a kobieta niespodziewanie znika. Ben przeszukuje prawie cały budynek, jednak nigdzie jej nie ma. Mężczyzna w panice ucieka i wraca do domu, gdzie rozpoczyna prywatne śledztwo mające na celu uzupełnienie informacji o historii sierocińca i odnalezienie Weroniki.
Czy sprzęt od Sławka okazał się przydatny? Co zastali na miejscu eksploratorzy? Dlaczego Dom Smutku cieszy się tak złą sławą? I skąd wzięła się ta ponura nazwa? Czy miejsce to naprawdę jest nawiedzone, jak twierdzą ludzie? To jedynie kilka pytań, na które odpowiedzi poznacie, czytając powieść.
Początkowo akcja powieści nie jest dynamiczna, rozkręca się powoli, ale warto poczekać na przyspieszenie. Cierpliwi czytelnicy zostaną nagrodzeni, kiedy wydarzenia nabiorą tempa. Największe wrażenie robi duszna atmosfera panująca w samym sierocińcu. Opisy poszczególnych pomieszczeń i korytarzy, które na pierwszy rzut oka są puste, a z czasem okazuje się, że jednak nie do końca, wywołują dreszcz niepokoju. Dziwne dźwięki, płacz, sylwetki dzieci, jęki i szepty, które słyszą bohaterowie, wydają się nam towarzyszyć. Podczas lektury bardzo szybko zaczynamy przemieszczać się po budynku wraz z Werą i Benem i odczuwać ich emocje. Muszę przyznać, że jest w tej fabule moc, szczególnie że ten sierociniec istniał naprawdę. To dodatkowy plus, że powieść czerpie z prawdziwych dokumentów i materiałów archiwalnych, które autor umieścił także na końcu książki, co nadaje historii mroczny i realistyczny wymiar.
Na koniec muszę jeszcze dodać swoje zdanie w bardzo ważnej dla mnie kwestii. Jestem wyczulona na jakość tekstu, który czytam, i tutaj trochę zabrakło mi troski redaktorskiej o tę wspomnianą jakość. Mam nadzieję, że jeśli kiedyś książka będzie miała wznowienie, ktoś pochyli się nad może drobnymi błędami, które jednak w całokształcie irytują i trochę psują kawał naprawdę dobrze zbudowanego horroru.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi i Wydawnictwu WasPos


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za odwiedziny, zapraszam częściej i pozdrawiam :-)