poniedziałek, 4 lutego 2013

"Przypadek Victora Frankensteina" Peter Ackroyd - recenzja

Zacznę może od tego, że książka ta mnie zaskoczyła. Trudno mi jednoznacznie określić, czy mi się podobała. Pomijam już sporo literówek w tekście - widocznie nie była postrzegana jako "powieść wysokich lotów", nad którą trzeba spędzić dużo czasu, zanim pójdzie do druku. 
Tytułowy bohater, Victor Frankenstein, to student, który postanawia zgłębić tajemnicę życia, a dokładniej owej iskry, która ożywia ludzi i zwierzęta, a którą Victor nazywa fluidem. Wierzy, że to elektryczność jest kluczem potrzebnym do tchnięcia życia w martwe ciało. Prowadzi swoje eksperymenty w absolutnej tajemnicy, na uboczu. Dopuszcza do sekretu jedynie ludzi, którzy dostarczają mu koniecznych do pracy ciał zmarłych ludzi. Ostatecznie eksperyment się udaje i nagle, zupełnie niespodziewanie, Victor ożywia martwego człowieka. Potwór rujnuje życie swojego twórcy...
Zakończenie zaskakuje. Przyznam szczerze, że ostatnich parę rozdziałów przeczytałam pobieżnie, bo treść zaczynała nużyć. Autor rozbudował znacznie wątki poboczne, co sprawiło, że potwora stworzonego przez Frankensteina na kartach powieści było raczej mało. Pojawiał się i znikał, przy okazji mordując... jednak powstaje pytanie - czy to rzeczywiście ów potwór był mordercą? 
Polecam tę odmienioną z lekka historię Frankensteina, chociażby ze względu na zaskakujący finał opowieści.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za odwiedziny, zapraszam częściej i pozdrawiam :-)