wtorek, 19 lutego 2013

"Tylko jedno spojrzenie" Harlan Coben - recenzja

Tym razem nie ma Myrona, ale to w żaden sposób nie czyni tej książki mniej atrakcyjnej. 
Główną bohaterką jest Grace Lawson, szczęśliwa żona i matka dwójki dzieci: Emmy i Maxa. Jej życie wygląda na ustabilizowane i radosne, do czasu... Pewnego dnia Grace odbiera od fotografa najnowsze zdjęcia. Przeglądając je zauważa , że jedno z nich zdecydowanie odbiega od reszty. Już na pierwszy rzut oka wyglądało na starsze, a po chwili, z największym zdumieniem, rozpoznała wśród pięciu osób na fotografii... swojego męża. Cudowne i poukładane życie zaczyna się sypać, kiedy jej mąż Jack przypadkiem znajduje zdjęcie i bez słowa wychodzi z domu. Kiedy nie wraca na noc i nie odbiera telefonu, Grace zaczyna się obawiać o jego zdrowie, a nawet życie. Kiedy decyduje się na zgłoszenie zaginięcia policji, Jack dzwoni do niej i prosi o "trochę przestrzeni". Jak każde małżeństwo, Lawsonowie mają swój tajemny kod, zrozumiały tylko dla nich. Dzięki temu Grace z tych kilku słów jest w stanie wywnioskować, że Jack jest w niebezpieczeństwie. Przeprasza policjantów i sama próbuje odnaleźć męża... 
Akcja bardzo wciąga, jak to u Cobena. Pojawiają się nowe wątki i nowe postacie, które w jakiś tajemniczy sposób się ze sobą łączą. Głównym łącznikiem zaś jest wspomniane zdjęcie. Kto się na nim znajduje oprócz jej męża? Dlaczego osoby z fotografii znikają bez śladu lub okazuje się, że nie żyją? I ostatecznie, czy człowiek, którego Grace uważała za swojego męża, naprawdę nim jest? 
Polecam na długi zimowy wieczór, do kompletu z kubkiem aromatycznej kawy :-)    

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za odwiedziny, zapraszam częściej i pozdrawiam :-)