sobota, 13 lipca 2019

"Latawce" Agnieszka Lis - recenzja



"Latawce" nie są typową powieścią obyczajową. Trudno mi nawet określić dokładnie, czym są. To zapis prawdziwej historii, mający formę rozmów, przetykany fragmentami prozy. 

Głównym bohaterem tej historii jest Grzegorz. Jego ojciec odszedł od rodziny, kiedy chłopiec miał kilka lat. To wydarzenie zaważyło na dalszym życiu dziecka.  
Tematyka podjęta przez autorkę nie jest łatwa i przyjemna. Równie trudno ją opisać, może stąd taka forma, zamiast tradycyjnej powieści. Narkotyki, depresja i zniechęcenie, brak więzi emocjonalnej, trudności z wyrażaniem uczuć to hasła, na które natkniecie się podczas lektury. 

Dialogi między matką a synem czy między matką Grześka a jego ojcem, wbrew pozorom, skrywają wiele niewypowiedzianych emocji. Obserwujemy proces staczania się nastolatka, do którego trudno dotrzeć. Może i podejście rodziców nie było takie, jak być powinno? W takich sytuacjach ciężko znaleźć winnych. Z każdą stroną zbliżamy się do punktu kulminacyjnego, który da nam obraz aktualnej sytuacji młodego mężczyzny. Czy pokonał ogarniający go marazm? Zawalczył o siebie i odstawił narkotyki?    

Objętość tekstu trochę mnie rozczarowała. Nie zajmuje on bowiem tych podanych w metryczce 192 stron, tylko znacznie mniej. Reszta to reklamy innych powieści autorki. A ja lubię czuć w dłoni historię, którą czytam. Jednak z drugiej strony lektura ta przypomina stopklatki z krótkometrażowych filmów dokumentalnych, takich o ludziach i ich życiu. O dokonywaniu wyborów i poszukiwaniu swojej drogi. 

Jeśli nie są Wam straszne historie, przy których należy się skupić i wyczytać sporo między wierszami, to "Latawce" są właśnie dla Was. 


Recenzja powstała w związku z promocją książek biorących udział w niezależnym konkursie "Brakująca Litera"

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za odwiedziny, zapraszam częściej i pozdrawiam :-)