poniedziałek, 20 sierpnia 2018

"Sekrety i kłamstwa" Sylwia Trojanowska - recenzja [PRZEDPREMIEROWA]


Jeśli ktoś przegląda moje recenzje wie, że niezwykle rzadko wracam do raz przeczytanych książek, ponieważ tyle jeszcze na mnie czeka innych lektur, że szkoda mi czasu na powtórki. Tym razem jednak odłożyłam moją zasadę na bok, by za sprawą Sylwii Trojanowskiej powrócić do świata Ludwika Starkowskiego i jego wnuczki Magdaleny. Powrócić, ponieważ miałam ten zaszczyt, by przeczytać "Sekrety i kłamstwa" przed ostateczną redakcją tekstu. I wiecie co? Jest to tak wciągająca historia, że choć wiedziałam już, co wydarzy się w kolejnych rozdziałach, wcale nie zmniejszyło to emocji, które odczuwałam podczas lektury. 

Magdalena Ossolińska to młoda kobieta, z którą los obszedł się bardzo okrutnie. Wraca z Kołobrzegu, gdzie przeniosła się kilkanaście lat wcześniej, do rodzinnego Szczecina, w którym wciąż mieszka jej dziadek, Ludwik Starkowski. Mężczyzna znany jest ze swojej apodyktyczności. Odpycha ludzi nieprzyjemnym sposobem bycia. Jedyną osobą, która go odwiedza, jest sąsiadka, Ewa. Czasami przychodzi też pani Krysia, która sprząta dom. I to by było na tyle, ponieważ Ludwik od śmierci ukochanej żony, a babci Magdy, Antoniny, nawet nie wychodzi z domu. Uważany za dziwaka, jest tematem plotek powtarzanych między sąsiadami. Sam siebie uważa za złego człowieka. 

Jedynym marzeniem osiemdziesięciosiedmioletniego Ludwika jest, by wnuczka wróciła i wybaczyła mu błąd z przeszłości. Magda stawia jednak twardy warunek. Dziadek musi wreszcie opowiedzieć jej historię swojego życia, którą zawsze skrzętnie ukrywał. Czy Ludwik zdecyduje się wyznać kobiecie całą prawdę? Co było powodem nieporozumień między upartym dziadkiem a jego wnuczką? I co takiego się wydarzyło, że Magda wróciła do rodzinnego domu? 

Współczesne wydarzenia przeplatają się tutaj z historią Szczecina z czasów drugiej wojny światowej, a więc znalazłam w książce to, co Tygryski lubią najbardziej. I chociaż w dużej mierze jest to fikcja literacka, o czym autorka pisze na końcu powieści, to są w niej też wątki i miejsca autentyczne. Przyznam się, że nie znam Szczecina i byłam w tym mieście tylko raz. Żałowałam podczas lektury, że nie mogę sobie w pełni odtworzyć w wyobraźni ulic i miejsc, o których pisała Sylwia Trojanowska. Dokładnie to samo uczucie towarzyszyło mi zawsze podczas lektury kolejnych tomów Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz, która równie ciekawie opisywała Poznań. 

Autorka świetnie przygotowała się do napisania tej powieści, robiąc solidny research i to się czuje w płynności, z jaką opisuje wydarzenia z życia Ludwika sprzed siedemdziesięciu lat. Zdarzenia te, choć fikcyjne, z pewnością w jakimś stopniu gdzieś, kiedyś miały miejsce. Akcja powieści jest wartka i wciągająca. Trudno odłożyć książkę na później, ponieważ wciąż coś się dzieje, przez co koniecznie chce się poznać dalszy ciąg teraz, zaraz. 

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o języku powieści, na której kartach znajdziecie świetne dialogi, zarówno te zabawne, jak i poważniejsze w klimacie. Autorka postarała się również o wyważone opisy, które nie dłużą się, a uzupełniają idealnie snutą opowieść. Bez zbędnego patosu, który czasami wkrada się do historii wojennych. Całość jest dopracowana i pełna uczuć. Znajdziecie w tej powieści cały wachlarz emocji. W tekście zawieruszyło się kilka literówek, o które podejrzewam jakiegoś złośliwego chochlika. To jednak nie umniejszyło przyjemności, którą czerpałam z lektury od pierwszej do ostatniej strony.   

Jest to pierwszy tom dłuższej opowieści, więc nie pozostaje mi nic innego, jak cierpliwie czekać na kolejną część :-)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za odwiedziny, zapraszam częściej i pozdrawiam :-)